|
piątek, 09 listopada 2007
Wiersz 24
Ten wiersz napisałem gdy zgubiłem okulary
Grzebiąc w ciemnych okularach Patrzę na świat ołowiany patrzę na jego surowe krystaliczne patelnie pogromców patrzę i czuje kolaboranckie pocztówki uniesienia kartoflanej koszuli troglodytów Widzę i patrzę na tekturowe zatrzaski motyli z drewnianych głośników co tylko marzną na bananowej makulaturze Krzyczę, gryzę, UMIERAM !!!! pietruszka zabawia się puszczaniem marynowanych piardnięć a pstrągi uniosły wazelinową nienawiść do marchewki z drutu konie zachłanności faszerują konwaliowe widły za marne grosze mędrcy wygryzają podeszwy natchnienia i rwą kwiaty segregatorów patroszą się tokarki komplikują orążadowe klucze do pocałunków gołębie kopią zasadzki na futbolowe kopniaki a wszyscy naprawdę wszyscy zwiędli w słońcu propagandy choć kalendarze ćwierkają o snopowiązałkach !
środa, 31 października 2007
Wiersz 23
Ten wiersz napisałem gdy miałem długopis, ale zgubiłem kartkę, więc jest to inny wiersz niż go napisałem wpierw.
BŁAZEŃSTWO MOTYLOWEGO KLEJU Szumią żyletki obłędu zastrzyków Zagmatwane kominy zazdrości kręcą spojrzeniami w cieście zapadni i tylko wiatr jesienny może je wyciąć ... z zadumania łodzi podwodnej Zaufane ropuchy kupują kwaszone pocztówki gdy koty złudzeń szyją mroczne koleiny a pogardzanymi kalafiorami rzucają nici ... w tych co nie zjedli nożyczek zauroczenia Niosę więc Ci te granitowe maki Kładę mruknięcia makaronów zachwytu Poluję na równowagę dymowych gwiazd i zapinam cyfrowe pasztety donosicielstwa ... z czystego lenistwa Tak jakby to był porzeczkowy dżem Tak jak w miłości kropideł do czkawki Nie dam Wam wytchnienia !!! Wy Nieudacznicy z mączki rybnej !!! Kupcie sobie klej do moczenia ciekawości !!!
wtorek, 30 października 2007
Wiersz 22
Ten wiersz napisałem gdy nie miałem długopisu. Potem go napisałem, gdy go znalazłem, ale to już był zupełnie inny wiersz. Ale czy to ma znaczenie?
Wokół problemów natrysku Bujają się panierowane mrówki w kwadratach nudy zagony nagietków sieją problemy natrysku kolorowe parasole zmywają gładkie soki a kaktusowe pudle wieją zagładą herbaty a ty a ty tylko ty grasz na strunach zakładników jagodowych malin ty czeszesz suknie żałobne podwodnych wodociągów ty płacisz straganami zdrady za oddechy nagości ty malujesz pocałunki liściastej margaryny ze szklanej miłości i twe szczupłe kalosze kopią karłowate gazociągi wzwodów kapie ci słuch gotują ci się spojrzenia pękają ci westchnienia mruczą ci paznokcie w zalotach a ja a ja tylko ja mknę po strzałach kołder uniesień ja śpię zachłannością mikrofonów z bazaltu ja wołam kłębiaste pagony cebulowych generałów ja gubię łokcie wagonów zapachów i me kroki toną w marmurowych listach z dalekich stron drga mi prąd milkną me kalendarze więdną mi kapcie błyska mi bicie serca w kolejce do kasy kamieniołomów i wszystko wokół pociąga kałuże omdlenia i pakuje zwierzęce żądze roztrwonionych pudeł i wciska się napastliwy wentylator powikłanych zebr do podziemnego wstydu to już jest parabola przemilczeń to już jest koszula zabezpieczeń
piątek, 17 sierpnia 2007
Wiersz 21
POCIĄGINÓGKOLEJARZA
pociąginógkolejarza kojarzą świadomie śmietanę z bananową solą kojenie reklamowego fortepianu zmaga się z nocną kapustą tylnej podkowy wybrakowanego parowozu pochlebstw gra maszynka do ostrzenia noży na podkładach kolejowych grają trąby pochwalne dla szklanki piwa pocztówkowego zająca rumaki gwiezdnych podpasek chleb jaskółczy i proszek do prania bieli z bielizny wątroba Nefretete i kluski Nerona Wiemy to już wszyscy !!! komunistyczne pocałunki nazębnego kamienia z wargami sromowymi nie mogą przynieść żelbetowego pojednania zawiasów cła zaporowego Penisy gwiazd z telewizora szukają nowych kanałów dystrybucji Odbyty fabrycznych taśm produkcyjnych zalewają nas kolejną falą promocyjnego kału do koniecznego kupienia - pełna satysfakcja Musisz się skusić, zamów kamatrafotobrax super premium dostaniesz chiński wibrator do dupy gratis i chusteczki do obtarcia gęby po zrzuceniu zapasu rzygowin z jelit nabrzmiałych od wazeliny każdy ci się tam pcha Kup gazetę dowiesz się na jaki kolor srała dziś Barbie kogo zerżnął prezenter nowego talk szołu z kim puściła się ta od pagadanek o sławnych ludziach i o której to wszystko można zobaczyć na żywo w TV Dobrze że jeszcze są programy o testerach burdeli można przynajmniej dowiedzieć się gdzie dobrze dają no i dobrze, że ogórkowe motyle nie stają w gardle jak się je popija wodą od sztucznych kwiatów Płyną rzeki burakowych przemilczeń Bujają się nitowane kalosze na kaktusowych hulajnogach latają gumowe ptaki serdecznego mam cię w dupie pękają morelowe prezerwatywy kangurowych zwątpień i klejone marchewki zatwardzenia dłubią w zapachowych zębach zgwałconych radioodbiorników zamętu parafiny.
Wiersz 20
Krawężniki złudzeń
Bojkot wyborów przedpołudniowego prezydenta Krodyli się jak wanna na oceanie słońc zachwiania pojezierze splecionych mew rozłąki wyłania się z morza krwawego buta błazna królewskiego Dano nam już raz spokój z tektury falistej teraz chcemy wojny Budzi się w nas ... Budzi się w nas chleb marnotrawstwa kabaretowego pojednania Budzi się w nas kotlet mielony ze zwęglonej kapusty pasierbicy anioła Budzi się w nas fasola bursztynowych porównań z bułki tartej Gniecie cię poczucie ryzyka fortepianu chamstwa Gniecie cię bluzganie pokojówek z różowej wazeliny I będzie cię gniotło aż rozpędzisz je jak stado klamek Pokraczne muszelki błazeństwa telewizorów Poławiacze pereł do czyszczenia butów Kożuchy bezprawia pędzonego jak tani bimber z Luwru Odblaskowe światełka do dłubania w zębach goryli z drewna Karły z mchu, prawnicy z budyniu, ministrowie z kaszy mannej tną się grubiańskimi porównaniami z mięsa antylop trudu tak szybko, jak mgławice kołder z głębin oceanów tekturowe zakonnice i druciani księża noszą na noszach bananowe prześcieradła pocałunków na dobranoc jak w bajce a to przecież rzeczywistość to dzień nasz powszedni to codzienność jak pielęgniarka w lodówce amuletów Nie będzie przebaczenia Chcemy wojny Budzi się w nas ... Pokazujemy sobie podeszwy uniesienia i klejnoty zamachów A uciekają nam sprawy istotne Czekoladowi strażacy, betonowe buraki ze smoły Bombardowania nabiału milionem niepotrzebnych pytań Gubienie nożyczek rozkoszy i kopanie studni zmysłowości Tworzenie krabów mahoniowego burdelu pokory Kurczenie się glinianych radiostacji pożądania kiełbasy wolności To nie może tak być Chcemy wojny. Budzi się w nas pożądanie do pasztetowej
wtorek, 25 kwietnia 2006
Wiersz 19
Quamatrfaltaronofobia Ten wiersz dedykuję mojemu przyjacielowi z pracy, który właśnie kupił samochód na raty Quamatrfaltaranofobia jest chorobą dziedziczną dziedziczy się ją od pojemników na kanapki ze szkoły polega ona na przejmowaniu się rzeczywistością objawy są następujące: grzmienie w uszach regularne wypisywanie się długopisu w piątki i zacinanie się 5 w kalkulatorze leczyć trzeba się następującymi metodami: regularnie w poniedziałki malować czajnik na żółto podlewać kota nawozem dla pszenicy o 19.15 codziennie i zakopać dmuchany materac przed najbliższym kościołem Ważne jest aby to był najbliższy kościół. Trzeba obliczyć. Objawy miną gdy tylko materac zacznie siwieć od gleby można to sprawdzić odkopując go ale ryzykujesz, że trzeba będzie zacząć kurację od nowa To wszystko choć trudne naprawdę pomaga nie będziesz się musiał martwić tysiącem spraw chuj cię będą obchodziły wahania koniunktury czy kolejne auto starej Wiśniewskiej jedyne co ma znaczenie w tej sytuacji to to by się wysrać i starannie podetrzeć dupę tak by ci nie waliło stolcem z rowu bo źle się żyje ze smrodem z dupy. Kwiaty więdną i piwo gorzej smakuje, nie mówiąc o kaszance tu ci ślinka cieknie do zupy ogórkowej a tu zapach gówna. Tak w ogóle rzeczywistość sama w sobie wali stolcem więc dlatego obywatelu myj dupę, nie dodawaj stolca do życia i tak jest go tam tak dużo.
środa, 20 lipca 2005
Wiersz 18
Jak czekałem na gwoździe Wiersz ten napisałem w samolocie do Montrealu w którym nie byłem, ale byłem za to w Białymstoku Ukryty w odległej odnodze twych rajstop chciwości liczyłem koncentraty pomidorowe kineskopów Schowany w przenośnej kieszeni strzykawki z gliny oddychałem zawiłymi zatrzaskami poniedziałkowych papug Tak ! Wiem ! Nosiłaś wtedy obcęgi zbratania Wiem ! Mówiłaś ! Nie dla mnie ten koper ! Kolejny helikopter goryczy On wie ! Ja też wiem ! Mówiłaś przecież - bzyczy durszlak pogardy On miał gdzie iść ! Ja nie ! Wiedziałaś !! Patologia barometrów nie jest moją żyrafą ! Dziś wiem ! On wie ! Ty wiesz ! Wy wiecie i oni wiedzą ! Krokodyle nie jedzą spinaczy koszul opętania Parówki Mojżesza nie koszą szelek z poliuretanu a patelnie zniszczenia sieją zagony różowej polopiryny. Wiemy chyba to wszyscy ! Nie dla Salomona patelnia ! Tak jak i on tak, ty też nie nalejesz z niej tych gwoździ ! Grają w karty podrywacze owadożernych magnetofonów w popłochu budzików do mieszania zajęcy zdrady Tak po cichutku, żeby bez śladu, Copa Cabana i Fidel Castro Przekupni poławiacze maszyn do pisania wyrywają sobie zęby z włosów obłudy rajskich ptaków a termosy porachunków malują nogi wodą sodową z jeziora Titicaca kichają nitką dentystyczną oprawki do okularów wzbudzeń cewki moczowej przy śpiewie hulajnogi dla krewetek. Tak wiem nie tak miało być ! Dionizos nie kupił wina dla Hermesa On wie też ! Barszcz tkwi w batyskafie dla elektrycznego pinokia z bułki tartej.
poniedziałek, 18 lipca 2005
Wiersz 17
SMUTEK TROPIKÓW ten wiersz powstał pod wpływem przeżyć w trakcie wizyty w Kongo w którym nie byłem Grający na pietruszce nie moczą nóg w cieście porcelanowych liczydeł Kąpią się w gramofonach tlących się żarem słonecznego piekła Kapie im z głów maślanka do podcierania tyłków niemowlakom gdy się najedzą wiśniowego pochlebstwa z brunatnych gazet optymizmu Burczy w brzuchach karmazynowym butelkom do taniego wina Kurczy się listopad w tle zaściankowej kolonii imperatora z kauczuku Ładujesz swoje baterie kawą do prania brudnej wody z Kongo a tymczasem twój osiołek zjada ci ostatni traktor Tragarze wędrowni niosą na głowach rzeźby lepszego jutra Zmącone horyzonty wszystkich dwóch stron świata znikają z braku czasu Koronkowe zagony jadowitych owadów pożerają ostatnie minuty trwania a woda zmienia swój skład chemiczny i odlatuje do chwili przeszłej do czasów minionych gdy nie działały zszywacze do życiorysów gdy nie brakło pomidorowego optymizmu a katapulty stały jeszcze nie zmontowane w poczekalniach
GENEZA bloxa
Wiersze powstały na stronę wiersze od kurwy nędzy Ale jako, że tam zamykane są strony, gdzie nikt się nie loguje, więc przeniosłem je tu. Kiedyś kurwa dostanę za nie nobla, albo pulicera, a może oskra albo coś. TREŚĆ starej strony: POZOR! znajdujesz się na dezajnerskiej stronie artystycznej wiersze od kurwy nędzy Parę słów o mnie Jestem poetą i jako poeta piszę wiersze. Moje wiersze nie są o niczym. Są zazwyczaj o ważnych rzeczach i tylko traktują o niczym. Wiersze zacząłem pisać, bo zachęcony radami przyjaciół odczułem potrzebę zostania artystą. Moi przyjaciele pracują w warszawskich mediach i wiedzą dobrze co jest dobre, a co jest złe. Wczoraj w knajpie po szklaneczce zacząłem mówić wierszem i powiedzieli mi, że moje strofy mają coś w sobie. Cała ekipa uznała to za znak, że mi pisane jest właśnie pisanie wierszy. Chciałem spełnić się w pisaniu blogów i dziennikarstwie muzycznym (znajoma szefuje w piśmie muzycznym), ale skoro mam taki talent to co zrobić, zostałem poetą. Moje wiersze są raczej genialne, ale się nie upieram. Możecie powiedzieć, że są świetne, też się nie obrażę.
Wiersz nr 16
Wiersz nr 16 oryginał Tu wyrażam swoje emocje po zajrzeniu na dezajnerską stronę www.amatorlandia.pl Odciski kaloryfera (erotyk) Odciski kaloryfera nie są pociskami prodiży, buraki termoizolacji grają na swych trąbach gdy odciski gniotą dupy poganiaczy prześcieradeł. Parowozy lubieżne ścigają się z penisami kurew co splugawiły swe ręce parafiną golizny chrzanu. Myśli co się ugięły pod znamieniem ogórków pobrzękiwały w cieple kartoflanego podniecenia a kleje niezgody wspięły się na piedestał wytrysku. To się miało więcej nie powtórzyć - bujda nie akordeon - godzilla Powtórzy się i ta zaraz ty wrzodzie pożądania co trwonisz swój adapter lubieżności na puste zręby lasów popołudniowego onanizmu sadownictwa. Twe policzki rumiane już są od chłosty bananowego rozporka w mimośrodzie tańczącego grzywacza powodzi orgazmu. Tak ja wiem ! Wzejdzie jeszcze opona pokornego Beduina w trwodze pochwy bratniej rewolucjonistki niewierności. Wzwody poklasku w pieszczotach się odrodzą na łonie niesfornego pochłaniacza gry wstępnej gdy czereśnie podniecenia w pocałunku się splotą z instrukcją BHP do odkręcania słoików pośladków a wzwody surówki do golenia namalują rumieńce podniecenia na policzkach grochówki szczytowania.
|